M O D L I T W A

Twoje światło w Fatimie

niedziela, 17 lutego 2013

w Polsce? w POpolszy? w socjUDEUReichu


TRZY KROMKI CHLEBA

 Jak nigdy, tego dnia tak wolno jechałem autostradą A-4 na śląsk.
fot. miguel ugalde/Stock.Xchng
fot. miguel ugalde/Stock.Xchng
Tak mokro i nieprzyjemnie było tego wieczora.  Mgła deszczu przeplecionego wiatrem zacinała w twarz wywołując u mnie pragnienie dostania się na jakikolwiek przystanek, z którego można by odjechać gdziekolwiek. Nie chciało mi się tu być ani minuty dłużej. Uciec stąd, oddalić się, to takie smutne i złe  miejsce.
Do Zawiercia zaprosił mnie dyrektor szkoły podstawowej. Był nim już 36 lat. Znał dzieci, ich rodziców, a i ich wielu dziadków też sobie przypomina. Dzwoniąc z zaproszeniem wręcz nakazał mi przyjechać.
"Pan musi tego wysłuchać. Ja muszę to panu opowiedzieć… To będzie opowieść o kimś innym, jak napisali w gazetach. Niech pan mnie posłucha. Ja to wiem!
Czy pan wie jak górnik – Ślązak – kocha swoją kobitę? Się mówi okrutnie, mocno jak mocarny jest węgiel, który ponoć karmi całą Polskę. Albert poznał Reginę u mnie w szkole i choć byli małolatami to wszyscy od początku wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. To było widać. Ich w małżeńskie objęcia naznaczył los albo Bóg, ślub to była konsekwencja nikogo nie dziwująca.
Albert miał dwóch braci o kilka lat starszych i ojca -  górnika  - matka zmarła  –  "oficjalna wersja", a nieoficjalna - wyjechała za gachem do Wrocławia. Ojciec jak mógł najlepiej wychowywał synów na dobrych i przyzwoitych górników. Naśladował w tym swego "fatra", który twardą ręką po katolicku wpajał im zasady bycia dobrym Polakiem, wiernym Ślązakiem, obowiązkowym ojcem.
Po śmierci ojca bracia wyjechali do Niemiec i tam założyli rodziny pracując – jak na górników przystało – w kopalniach. Po ślubie z Reginą wzięli kredyt i kupili sobie 60 metrowe własnościowe mieszkanko. Na parapetówkę przyjechali bracia z rodzinami (wtedy też dowiedzieli się, że matka zmarła we wrocławskim przytułku). Albert  na kopalni zarabiał całkiem nieźle, stać ich było na urządzenie mieszkania, wycieczki zakładowym autobusem do teatru czy opery, a geburstag obojga obchodzony był hucznie przy zaproszonych kilkunastu zaprzyjaźnionych rodzinach. Po 3 latach Regina dała mu "prezent" rodząc mu dwóch wspaniałych Karlików. To najwspanialsze uczucie być ojcem twierdził przepysznie Albert radośnie wznosząc toasty na chrzcinach swoich chłopaków. Pokój malców cały wytapetowany był historiami opowieści o muminkach.
Panie Romanie – niech pan słucha – to mógłby być i koniec mojej opowieści. To takie typowie, normalne - i żyli długo i szczęśliwie. Ja jestem pedagogiem blisko 42 lata, ludzie szybko zapominają, a ja chcę żeby pamięć i prawda o nich i ich miłości nie była oparta o kilkanaście kłamliwych zdań naszej lokalnej gazetki. Niech pan słucha.
Albert na szychtę szedł na popołudnie. Melodyjka domofonu nie przerwała jego porannej krzątaniny. Tylko listonosz z poleconym. Dość gruba była ta koperta. Regina wyjęła z niej plik dokumentów, prawie na każdym z nich widniała duża czerwona pieczątka. Próbowała wczytać się w poszczególne kartki, ale nie rozumiała co i po co Sąd i Komornik Sądowy je przysłali do nich. Jakieś nakazy zapłaty od kilkunastu banków, postanowienie o nabyciu spadku, zawiadomienie o wszczęciu egzekucji. O co tu chodzi - zastanawiali się. My mamy tylko jeden kredyt mieszkaniowy, którego ratę bank sam pobiera z  konta. Albert poukładał na logikę poszczególne kartki i po kolei zaczął śledzić ich znaczenie. Acha – to chodzi o jego nieżyjącą matkę - co? razem ponad 800.000 złotych. Kto jej to dał? Co ja mam do tych kredytów? Ja nawet nie pamiętam jak ona wyglądała. Nawet alimentów na nas nie płaciła. Nie, to musi być jakieś nieporozumienie. Muszę to pokazać naszemu zakładowemu radcy prawnemu.
Wracając z kopalni zauważył światło w oknie ich kuchni. Reginka widać nie śpi. Martwi się bidulka. Fajnie, że kupiłem cztery pączki, może trochę poprawię jej humor. Zastał ją siedzącą przy kuchennym stole. Cała zapłakana, roztrzęsiona nigdy nie widział jej w takim rozdygotanym stanie. Urywanymi zdaniami z trudnością, przełykając łzy próbowała mu opowiedzieć o wieczornej wizycie dwóch windykatorów bankowych. Krzyczeli, ubliżali, nazywali złodziejką, kazali pilnować chłopa, który na kurwy potracił tysiace złotych, a na koniec kazali sobie za wizytę zapłacić 200 zł. Obiecali, że jak nie wpłaci paruset złotych do banku to ich wizyty dopiero się zaczną – o każdej porze dnia i nocy.
Albert bez wahania sięgnął po telefon – jaki ma numer policja? – nigdy nie potrzebował numeru do nich. przypomniał sobie 112. Dyżurny komendy, słucham. Chciałem zgłosić, opowiedzieć o najściu mojego domu  przez  bankowych windykatorów, którzy naubliżali Reginie, znaczy się żonie, straszyli ją, zabrali 200 zł  i obiecali, że tu jeszcze będą wracać! Przyślecie patrol czy coś?
Panie Albercie – trzeba spłacać długi to windykatorzy nie będą przychodzić do domu. Pożycza się cudze, a oddaje własne. Dobry zwyczaj nie pożyczaj, a jak się pożyczyło to trzeba oddawać, a nie dzonić po nocy na policję. Jest pan trzeźwy? Tak jestem trzeźwy i przepraszam, tak  jestem trzeźwy.
Następne dni w życiu tej typowej górniczej rodziny przerosły typizowaną definicję słowa horror. W skrzynce pocztowej po kilka listów dziennie z kolorowymi ptakami, wilkami, wężami wzywające do zwrotu długu. Wszędzie ciebie znajdziemy, pod ziemią też. Nigdzie  nie ukryjesz  się  przed nami. Na  drzwiach  – każdego dnia -  ich  mieszkania po kilka naklejek DŁUŻNIK. Telefon jak wściekły dzwonił o każdej porze. Ty suko, ty złodzieju, nieudaczniku pożyczyć umiałeś, a oddać zapomniałeś. Stukanie do drzwi windykatorów, nachodzenie sąsiadów i informowanie ich o zadłużonym po uszy sąsiedzie,  sugerowanie, że przetracił na kochanki, że jest stałym klientem agencji towarzyskich, a pani wie ile tam kosztuje? Wystawanie pod domem i chodzenie za Reginą krok w krok, gdy szła do sklepu, przy kasie awantury skąd ma pieniądze dlaczego nie oddaje do banku. Do kopalni  komornik wysłał zajęcie na kwotę ponad 800 tysiecy złotych, podając tylko numery tytułów wykonawczych i  klauzul sądowych.
Albert próbował tłumaczyć skąd ten dług. Czy wszyscy mu wierzyli? Coś musi być  na rzeczy – na boku komentowali koledzy "dołowi", a w administracji zastanawiali się na co wydał on tyle pieniędzy? Taką kwotę trudno nawet przepić! Padło w szatni pytanie po co ty pracujesz jak masz taką pożyczoną kasiorę? Kiedy wyjeżdżasz na antypody?
"Okrojona" przez komornika pensja wpływajaca na konto nie wystarczyła na pokrycie całkowitej raty za mieszkanie. Po trzech miesiącach do domu przyszło wypowiedzenie umowy kredytowej. Albert sam pokwitował odbiór poleconego. Nie miał odwagi powiedzieć tego Reginie. Dopiero co powiedziała mu, że chłopcy nie chcą wychodzić na podwórko, bo inne dzieci wyzywaja ich od bękartów złodzieja. Sąsiadki przez okno wykrzykują do nich, żeby poszli się bawić do agencji towarzyskiej gdzie łazi ich tatuś.
Regina wieczorem, nie zapalając światła na schodowej klatce wymknęła sie z bloku, by zrobić podręczne zakupy. Lodówka była już pusta. Wszelkie zapasy zjedzone. Przemykała się do pobliskiego sklepu zakrywając głowę szerokim szalem. Zresztą nikogo z przechodniów  to specjalnie  nie dziwiło, siąpił jesienny deszcz, na ulicy prawie nikogo. W sklepie na szczęście była  tylko  właścicielka pani Bożena. Nie odpowiedziała na przywitanie, ze spuszczoną głową Regina szybkim krokiem zaczęła zapełniać koszyk najbardziej potrzebnymi produktami. Po dojściu do kasy nie miała odwagi spojrzeć Bożenie – którą zna od wielu lat – prosto w oczy. Słyszała tylko pikanie czytnika kasowego, podała kartę  kredytową  i oczekiwała na podpisanie paragonu.
Co mnie też chcesz okraść! Zawyła Bożena! Mam polecenie z komputara, że mam ci zabrać kartę! Tryumfalnie wyjęła spod lady nożyczki i przecięła kartę na pół. Oddaj siatkę z zakupami, ja muszę ciężko pracować na życie i pilnować takich jak ty. Regina zdrętwiała, co się w takiej sytuacji robi? Zapłacić  gotówką, ale ja nie mam nic w portfeliku. Bożenko zapisz ten rachunek, a ja jutro wezmę od Alberta gotówkę i ci zapłacę, nieomal płacząc wyszeptała. Karliki są głodne! Jak Albert ma gotówkę to niech pooddaje skąd wziął  i wstydu na osiedlu nie robi wyrecytowała skrzypliwym głosem pani właścicielka sklepu. Bożenko! Karliki nie jadły! Proszę! Zapisz na zeszyt! Błagam, już płacząc, prosiła Regina.
Z leżącej na ladzie siatki Bożena wyjęła ofoliowany bochenek chleba, patrzyła wprost na załzawioną twarz Reginy,  może da mi choć ten chleb pomyślała, Boże niech da, niech da. Święta Barbaro niech da.
Krótkim wprawnym ruchem Bożena rozerwała opakowanie i…  ze środka bochenka wyjęła trzy kromki chleba. MASZ  - dla ciebie i Karlików ! Dla twojego złodzieja chleba nie ma.
O 7 rano uporczywy dzwonek do drzwi postawił wszystkich na równe nogi. Komornik sądowy tu moja legitymacja, a ten pan to rzeczoznawca, będzie opisywał i wyceniał wasze mieszkanie. Idzie na licytację. Albert wyprosił żonę i dzieci do kuchni. Panie komorniku, a co z nami? Jak to tak? Na licytację? Gdzie my się podziejemy? Pod most panie Albercie, pod most! Długi trzeba spłacać no nie panie rzeczoznawco? On mnie się będzie głupio pytał? Zarechotał komornik. Widać zadowolony ze swojego dowcipu, bo jeszcze kilkakrotnie powtarzał pod nosem, pod most panie Albercie.
Tego wieczoru lało jak z przysłowiowego cebra, na niebie,  jak nigdy o tej porze, rozbłyskiwały się cicho błyskawice. Karliki jak było to w rodzinnym zwyczaju – przy burzy –  położyły się po obu stronach mamy. Albert w kuchni wypalał papieros za papierosem. Myślami przywoływał ojca, ojczulku co czynić? Co ty byś zrobił na moim miejscu? Ty wiesz - jakoś zapodaj radę - TATO!!!
Przy chlebaku na kołku wisiał drewniany różaniec ojca, ujął go w dłoń – twardą górniczą dłoń – i z całą siłą zacisną pięść. Podszedł go kuchenki gazowej i otworzył kurki na płycie i piekarniku. Spokojnym krokiem wszedł do pokoju gdzie leżała  Regina z Karlikami. Spali -mocno spali. Położył się obok nich. Po cichutku muśnięciem ust ucałował Reginkę i Karlików.
Po raz pierwszy poczuł jak bezwiednie po twarzy spływają mu łzy, patrząc w blask błyskawic zaczął swoją prostą górniczą  modlitwę. Święta Barbaro weź Karlików i moją ukochaną Reginkę do lepszego nieba, zadbaj o nich, bo ja nie umiałem,  otul ich lepszą miłością, bo ja nie umiałem, zaprowadź ich do taty on się nimi zaopiekuje, daj im lepsze jedzenie oni ostatnio tak mało jedli, Karliki młode muszą wiecej jeść, Reginkę ustrój lepiej jak ja, ostatnio niczego nowego do ubrania jej nie kupiłem, Ty Święta Barbaro wiesz, że ja nikomu nic nie winien - Ty wiesz! A jakby się dało  uprosić  Ojca to proszę bym znowu był z Reginką i  Karlikami. Ja ich  tak  bardzo kocham. Tylko ich kocham. Nie chcę ich kochać pod mostem. Święta Barbaro!!! Święta Barbaro!!!
Zapalniczkę, którą zapalił Albert ugasiła razem z mieszkaniem straż  pożarna. Panie Romanie, plotki i bzdury opisywane w gazecie to jedne wieklkie kłamstwa. Ja go znałem od małego, ojca znałem, Reginę znałem, Karlików znałem. Ja jestem tylko nauczycielem i nie rozumiem jak to mogło się stać. Czy choćby pan coś zrozumiał?  DLACZEGO???  Czy napisze pan prawdę?
Tak panie dyrektorze – odparłem – w pełni rozumiem dlaczego i napiszę prawdę.
Czynię to niniejszym obwiniając rządzących o śmierć Alberta, Reginy i Karlików i tysiące im podobnych, którzy o istnieniu art. 1015 kc  (dziedziczenie długów)  nie   zostali  przez  NASZĄ   -wybieraną przez  Nas władzę  -  poinformowani!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz