M O D L I T W A

Twoje światło w Fatimie

czwartek, 8 lipca 2021

Ks. Jarosław Wiśniewski MISYJNA SIEROTA

 

https://www.mali-rycerze.pl/czytam,1300

Szczęść Boże  Szanownej Redakcji

Dziwny i piękny misjonarz Ks. Jarosław Wiśniewski (obchodzący 25-lecie posługi misyjnej na Wschodzie) tym wierszem (rap?) opowiada o swej "włóczędze misyjnej" i prosi o wsparcie...

image

*  *  *

LIST TEN JEST AKCJĄ POWOŁANIOWĄ
TO PROŚBA PORADA I PRACA DOMOWA
OPOWIEM CI TUTAJ JAKIE SĄ MISJE
POSŁUCHAJ UWAŻNIE, MOŻE TEŻ POJDZIESZ
 
NIE BĘDZIE TUTAJ KWIECISTYCH WSTĘPÓW
MOJE NAZWISKO - JAROSŁAW WIŚNIEWSKI
MOJA OJCZYZNA KUJAWSKO-POMORSKIE
MIEŚCINA RYPIN - ZIEMIA DOBRZYŃSKA
 
SIEDEM LAT BYŁEM MINISTRANTEM
WŁÓCZĘGĄ BYŁEM W OGÓLNIAKU
DO WOJSKA ZABRALI - NIEBIESKIE BERETY
NIE CHCIAŁEM STRZELAĆ - TRAFILEM ZA KRATY
 
PROSIŁEM BOGA - BY MNIE UWOLNIŁ
WIELE MU WTEDY OBIETNIC DAŁEM
NIE OKŁAMAŁEM - PROSTO Z ARESZTU
DO SEMINARIUM SIĘ UDAŁEM
WINIŁEM ROSJĘ ZA SWOJE KLĘSKI
ZA TO ŻE W POLSCE TAK CIĘŻKO BYŁO
ALE BISKUPA MOCNO PROSIŁEM
BY DO SOWIETÓW NA MISJE WYSŁAŁ
 
PRAKTYKĘ MIAŁEM NA BIAŁORUSI
MIEŚCINA INDURA KOŁO GRODNA
WILNO TEŻ CHĘTNIE ODWIEDZIŁEM
BYŁ ROK PAMIĘTNY - DZIEWIĘĆDZIESIĄTY...
 
KIEDY SIĘ PUCZ W MOSKWIE ROZGRYWAŁ
TRZECH PANÓW KOŁO BIAŁOWIEŻY
SZUSZKIEWICZ, JELCYN NO I KUCZMA
"PRZYNIEŚLI WOLNOŚĆ" KRAJOM SOWIECKIM
 
PODJĄŁEM PRACĘ W ROSTOWIE NAD DONEM
KOZACY MI ŚMIERĆ OBIECYWALI
BO MIAŁEM W PARAFII SPORO MŁODZIEŻY
OTWARŁEM WIELE NOWYCH PARAFII
 
SZPICLE STĄPALI MI PO PIĘTACH
WIĘC NA SYBERIĘ SIĘ PRZENIOSŁEM
W TYM CZASIE JELCYN ABDYKOWAŁ
PUTIN WZIĄŁ WŁADZĘ W SWOJE RĘCE
 
WOLNOŚCI W KRAJU ZROBIŁO SIĘ MAŁO
W MOSKWIE TRZY DOMY OD PROCHU RUNĘŁY
PUTIN OBIECAŁ, ŻE ZNAJDZIE "WINNYCH"
CZECZENIA KRWIĄ SIĘ ZACHŁYSNĘŁA
 
TO BYŁ ZABAWY "MIŁY POCZĄTEK"
PUBLIKA NIE MOGŁA SIĘ NUDZIĆ NI CHWILI
ZACZĘLI ZNIKAĆ DZIENNIKARZE
"NIEZNANI SPRAWCY" KSIĘŻY NISZCZYLI
 
NIKT EWIDENCJI NIE PROWADZIŁ
KTOŚ BYŁ OTRUTY, ZABITY PRĘTEM
LUB POD KOŁAMI CIĘŻARÓWKI
ZASZLACHTOWANY W BIAŁY DZIEŃ
 
JA MIAŁEM SZCZĘŚCIE - "DEPORTOWALI"
PODOBNIE ZROBILI Z MOIM BISKUPEM
W POLSCE NIEKTÓRZY PROTESTOWALI
WIĘKSZOŚĆ MÓWIŁA "ŻESMY GŁUPI..."
 
PODJĄŁEM PRACĘ NA UKRAINIE
ZNÓW NIEDALEKO OD ROSTOWA
WTEDY NIEZNANY BYŁ TO TEREN
PUTIN ROZSŁAWIŁ JEDNAK DONBAS
 
ROBIŁEM W TYM KRAJU TO CO ZAWSZE
PO CAŁYM OKRĘGU JEŹDZIŁEM UPARCIE
DWA STARE KOŚCIOŁY MI ZWRÓCONO
REJESTROWAŁEM SZEŚĆ NOWYCH KAPLIC
 
DIABEŁ SIĘ ZEMŚCIŁ - NADESZŁA CHOROBA
OD PRZEMĘCZENIA NERKI MI SIADŁY
GROZIŁY DIALIZY LECZ W WIELKIM PEKINIE
DOBREGO LEKARZA MI ZNALEŹLI
 
Z DONBASU PRZENIOSŁEM SIĘ DO TASZKIENTU
KRAJ POLICYJNY, WSPOMNIENIE ANDERSA
NIEWIELE TAM BYŁO DO ROBOTY
REŻYM ISLAMSKI WSZYSTKIM MIESZAŁ
 
ZAJĄŁEM SIĘ NIETYPOWĄ PRACĄ
DO POLSKI WYSŁAŁEM TROCHĘ DZIECI
KTOŚ ZROBIŁ MATURĘ, POSZEDŁ NA STUDIA
BY ZOSTAĆ W POLSCE KTOŚ SIĘ OŻENIŁ
 
NIEKTÓRZY MÓWILI - "TO NIE MISJE,
TEN CZŁOWIEK SIĘ BAWI W POLITYKĘ"
ZŁOŻYŁEM PODANIE DO PAPUI
NIECHAJ ZAMILKNĄ "ZŁE JĘZYKI"
 
TU ODSZUKALEM CIEKAWĄ LEGENDĘ
O NASZYM RODAKU Z UKRAINY
NAZWISKO DZIWNE MAKLUCHA - MAKLAIN
MATKA KRWI POLSKIEJ - NAZWISKO NIEMIECKIE
 
MAKLAIN STUDIOWAŁ MEDYCYNĘ
BYŁ DARWINISTĄ - PODRÓŻNIKIEM
DWA LATA PRZESIEDZIAŁ KOŁO MADANGU
W PAPUI SPISUJĄC JĘZYK, OBYCZAJ
 
PISAŁ DO CARA, BY TUTAJ ZBUDOWAĆ
PORTY I POMÓC ZAŁOŻYĆ PAŃSTEWKO
COŚ PODOBNEGO NAPISAŁ DO ANGLII
LECZ HACZYK POŁKNELI TYLKO NIEMCY...
 
TAK SIĘ ZACZĘŁA KOLONIZACJA
W TYM CZASIE ZJAWILI SIĘ MISJONARZE
PRÓCZ WIARY PRZYNIEŚLI TU MEDYCYNĘ
SZKÓŁ MNÓSTWO I CYWILIZACJE...
 
NADAL JEST DZIKI TEN KRAJ JAK SYBERIA
ZWYCZAJE TUBYLCÓW JESZCZE GORSZE
SKORUMPOWANY JEST KRAJ JAK SOWIECKI
PIJANE BÓJKI, KRADZIEŻE, GWAŁTY
 
STRASZNA JEST MAGIA, BO SKUTECZNA
"SANGUMA" ZABIJA NA ODLEGLOŚĆ
NIE MA JUŻ DZIŚ KANIBALIZMU
CHYBA ŻE TAJNY GDZIEŚ W PODZIEMIU...
 
I Z TEGO KRAJU PISZĘ JAK ŻEBRAK
BO MOŻE KOMUŚ SIĘ TO SPODOBA
BY MI TU POMÓGŁ WYTRWAĆ CZAS JAKIŚ
I TROCHĘ DROBNYCH RZECZY POSŁAŁ
 
W PAPUI MAM BARDZO DUŻĄ PARAFIĘ
LINIA BRZEGOWA 100 KILOMETRÓW
OKOŁO 60-CIU WIOSEK
25 SZKÓŁ KATOLICKICH
 
JEST JEDEN SZPITAL, 5 PIELĘGNIAREK
FUNKCJONUJEMY BEZ LEKARZA
NIEDAWNO ZAPADŁEM NA MALARIĘ
DWA DNI CZEKAŁEM NA LEKARSTWO...
 
TERAZ MAM URLOP PO DWU LATACH
TAK DŁUGO BYŁEM BEZ INTERNETU
NIE MIAŁEM JAK I Z KIM POGADAĆ
W NASZYM OJCZYSTYM POLSKIM JĘZYKU
 
WIĘC CO TO MISJE CHCIAŁEM POWIEDZIEĆ
WIERSZAMI, ŻEBY BYŁO FAJNIE
JEŚLI SIĘ TOBIE SPODOBAŁO
SKOPIUJ I PRĘDKO: PODAJ DALEJ
 
KS. JAREK WŚNIEWSKI
DIOCESE KIMBE
P.O. BOX 182, WNB-621
PAPUA NEW GUINEA

email :  xjarek@xjarek.net

stronka  www.xjarek.net

______________________________________


Wysyłam te genialne gawędy - felietony z urlopu i o misjach, oraz świadectwo ode mnie - skutki słów tego misjonarza. Może też znajdziecie pytania, na które jeszcze nie padły odpowiedzi Na pewno to byłby miły prezent na 25-lecie posługi misyjnej...

czwartek, 10 czerwca 2021

Korzenie „Brukselskiej UE”

 https://abelikain.blogspot.com/2013/07/to-wszystko-o-czym-chciaes-dowiedziec.html?view=classic

Wstęp

Pobierz teraz (349 kB)

Rozdział 1

Podsumowanie dowodów

Pobierz teraz (5.52 MB)

Rozdział 2

WALTER HALLSTEIN: Wybitny nazistowski prawnik i główny architekt Brukselskiej Unii Europejskiej

Pobierz teraz (2.62 MB)

Rozdział 3

Kartel makroregionalny (niem. Das Großraum-Kartell) i jego sieć organizacyjna

Pobierz teraz (601 kB)

Rozdział 4

DZISIEJSZA BRUKSELSKA UNIA EUROPEJSKA: Co kartel naftowofarmaceutyczny i jego polityczni poplecznicy chcieliby przed Tobą ukryć?

Pobierz teraz (1.25 MB)

Rozdział 5

OSIEMSET LAT PO AKCIE MAGNA CARTA: Rządy Brukselskiej Unii Europejskiej mogą zakończyć wieki wolności i niezależności Wielkiej Brytanii

Pobierz teraz (443 kB)

Rozdział 6

Kto jest kim w Brukselskiej Unii Europejskiej

Pobierz teraz (838 kB)

Rozdział 7

Relay Of Life (Sztafeta Życia)

Pobierz teraz (66 kB)

 

 

 

 

https://www.relay-of-life.org/pl/2017/09/nazistowskie-korzenie-brukselskiej-ue/

czwartek, 20 maja 2021

“JEDWABNE -ŚWIADKOWIE, ŚWIADECTWA, FAKTY” – Film dokumentalny Elżbiety i Wacława Kujbidów

 


https://www.youtube.com/watch?v=Pi59F8JRBFE

173 subskrybentów
“JEDWABNE -ŚWIADKOWIE, ŚWIADECTWA, FAKTY” – Film dokumentalny Elżbiety i Wacława Kujbidów Właścicielem filmu i praw autorskich jest Elżbieta i Wacław Kujbidowie. Film ma charakter informacyjny i nie jest żadną formą zarobku dla mnie (Jackson Daniels). Jeśli autorzy zgłoszą, aby usunąć ich dzieło to to zrobię. Polska poniosła największe ze wszystkich narodów i państw straty biologiczne (na każdy tysiąc mieszkańców zamordowano lub zginęło 220 osób), materialne (ponad 16,9 mld dolarów) i kulturowe (2/5 dóbr kulturalnych Polski zostało całkowicie zniszczonych, pozostałe 2/5 zrabowanych przez obu okupantów). Dla porównania: ZSRR-116, Holandia-22, Francja-15, Wielka Brytania-8, Belgia-7,USA-3 osoby na każdy tysiąc. W latach 1939-1945 w wyniku okupacji Polski zostało zamordowanych lub zginęło około 6 030 000 obywateli Rzeczypospolitej, w tej liczbie około 3 130 000 Polaków oraz około 2 900 000 obywateli pochodzenia żydowskiego. Na samej tylko Ziemi łomżyńskiej – w latach 1941-1945 dokonano 998 aktów zbrodni w 486 miejscach, zlokalizowanych zostało najmniej 53 miejsc masowych egzekucji ludności polskiej przez Niemców i zginęło ogólem 36 790 mieszańców w tym: 11 683 Polaków, 25 955 Żydów i 152 Cyganów. Przypisywanie ludności polskiej, w czasie okupacji niemieckiej Polski, jakiegokolwiek wpływu sprawczego czy samej tylko możliwości dokonania zbrodni w tym miasteczku w roku 1941, w czasie trwania na całym terytorium okupowanej przez Niemców Polski totalnej niemieckiej kontroli i totalnego, bezwzględnego niemieckiego terroru, jest takim samym absurdem jak rozgłaszanie kłamstw o “polskich obozach koncentracyjnych” na terenie okupowanej przez tychże Niemców Polski. Wszystkie osoby, czy to w Polsce, w Kanadzie, w USA czy gdziekolwiek na świecie, które do dzisiaj uczestniczą w manipulacji i fałszowaniu historii na temat Jedwabnego czy też innych, podobnych konfabulacji, biorą na siebie, również wobec tych nieżyjących już, niewinnych ofiar tej jednej z wielu, nierozliczonych niemieckich zbrodni, osobistą odpowiedzialność za współudział w ukrywaniu prawdziwych sprawców tej masakry oraz osobistą odpowiedzialność za współudział w uniemożliwieniu sprawiedliwego jej osądzenia oraz ukarania i potępienia jej sprawców. Z przechowywanych akt śledztwa w Białostockim IPN doskonale wiadomo, że sprawcą i wykonawcą zbrodni w Jedwabnem, tak jak i w sąsiednich okolicach był oddział Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg (powołany w ramach SS Ensatzgruppe B), który to oddział otrzymał rozkaz przeprowadzenia “czystki” w Łomżyńskiem. Dowódcą tego oddziału był urodzony 12 sierpnia 1911 roku w Strassburgu, w Alzacji Hauptsturmführer SS Hermann Schaper, (członek SS nr 3484) a późniejszy komisarz policji kryminalnej III Rzeszy, który wsławił sie okrucieństwem w dowodzeniu i braniu udziału w egzekucjach ludności zarówno żydowskiej jak i polskiej w Wiznej, Wąsoszu, Radziłowie, Jedwabnym, Łomży, Tykocinie , Rutkach, Piątnicy, Zambrowie, na terenach Związku Radzieckiego i w wielu innych miejscach. Ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem po wojnie w Niemczech został wreszcie w “procesie gestapo” w roku 1976 postawiony przed sądem w mieście Giessen w Hesji którego werdykt stwierdził ostatecznie, że Schaper oraz czterech innych członków komando SS Zichenau- -Schröttersburg winni są “współudziału w mordzie na Polakach i Żydach” na terenie wiosek i miasteczek powiatu łomżyńskiego. Wyrok sześciu lat więzienia został niestety odrzucony z powodu złego stanu zdrowia oskarżonego, po apelacji adwokata Schapera przez następną instancję Trybunału Federalnego w Karlsruhe. Również i późniejsza próba śledztwa Instytutu Pamęci Narodowej, łącznie z przesłuchaniem SS-mana w 2002 roku w Niemczech przez prokuratora Komsji Rejonowej IPN w Białymstoku Radosława Ignatiewa, utknęła w martwym punkcie z powodu zaprzeczania winy i złego stanu zdrowia oskarżonego. SS Hermann Schaper zmarł, mając lat dziewięćdziesiąt kilka lat, nie ukarany za swoje zbrodnie i dożywając spokojnie swojego życia w Niemczech, jak tysiące jemu podobnych zbrodniarzy niemieckich. Według niektórych źródeł, pełna dokumentacja zbrodni Hermanna Schapera oraz jego Einsatzkomando SS Zichenau-Schröttersburg która została przechwycona w czasie wojny przez Rosjan i znajduje się zarówno w posiadaniu IPN jak i historyków izraelskich, którzy swego czasu badali wnikliwie zbrodnie tego oddziału. Mieszkajacy po wojnie w Izraelu świadkowie krwawych czystek Niemców w Łomżyńskiem, przynajmniej w dwóch znanych przypadkach rozpraw tam prowadzonyach, zidentyfikowali Schapera jako sprawcy zbrodni w Radziejowie i Tykocinie. Elżbieta, Wacław Kujbida

sobota, 8 maja 2021

W. Sumliński odkrywa nowe fakty historii polsko-żydowskich relacji

.
 
102 tys. subskrybentów
Jesteśmy epatowani przez media i polityków terminologią podkreślającą polsko-żydowską przyjaźń, głęboką więź i wspólną kulturę. Wojciech Sumliński, jeden z najbardziej znanych dziennikarzy śledczych w Polsce, człowiek odpowiedzialny za publikację zeznań świadka koronnego w procesie mafii pruszkowskiej oraz ten, który wygrał postępowanie przeciw urzędującemu prezydentowi RP o żydach mów jasno: „Owszem, byli i tacy, którzy życie za Polskę oddali, ale to były wyjątki od reguły, bo reguła była taka, że żydzi się z Polską nigdy nie utożsamiali”. Najlepszym symbolem stosunku żydów do naszej Ojczyzny są żądania zapłaty 330 mld dolarów tzw. mienia bezspadkowego, które próbuje się wyłudzić od Polski na podstawie oszczerstw i fałszerstwa historii. Sumliński postanowił wykorzystać swój talent oraz kontakty, aby zadać kłam bezczelnym oskarżeniom oraz narracji wpychającej nas w objęcia wilków w owczej skórze. Swą walkę z antypolską propagandą postanowił zacząć od wyjaśnienia mitu założycielskiego wszystkich antysemickich teorii przypisywanych Polakom, czyli pogromu w Jedwabnem. Szybko okazało się jednak, że przeciwnik nie pozwoli na dotarcie do prawdy. Proces jej utajania zaczął się już przed laty w samym Izraelu, gdzie zakazano tłumaczeń na obce języki raportów i pamiętników ofiar holocaustu piszących o polskiej pomocy, ofiarności i poświęceniu w ratowaniu żydów. Jurysdykcja oligarchów przemysłu holocaustu wykracza jednak poza granice Izraela. Podczas prac nad filmem i książką opisującą okoliczności mordu w Jedwabnym Sumliński trafił na ścianę. Brak wsparcia finansowego ze strony instytucji państwowych nie był żadnym zaskoczeniem, ale naciski wywierane na współpracowników dziennikarza, w tym ekipę filmową zza oceanu, to już zupełnie inna liga. Książka i film o Jedwabnym miały nigdy nie powstać. Zgłębiając temat Sumliński zauważył, że Jedwabne powinno być jedynie punktem wyjścia opowieści, która burzy oficjalną propagandę historyczną. Nikt bowiem nie odważył się jeszcze publicznie powiedzieć, że żydzi brali czynny udział w zbrodniach komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Nikt nie podniósł tematu Polaków udających żydów podczas okupacji niemieckiej, liczących dzięki temu na ucieczkę przed plutonem egzekucyjnym. Historie opowiadane przez Sumlińskiego są tak niesamowite i tak niebezpieczne dla propagandy przemysłu holocaustu, że premiera książki „Powrót do Jedwabnego” była kilkukrotnie odwoływana. Za każdym razem powodem były zewnętrzne naciski płynące ze strony środowisk żydowskich, które szantażem wymuszały wypowiedzenie autorowi sali. W końcu udało się zorganizować spotkanie z czytelnikami, lecz na promocji książki nie stawiły się żadne media. Żadne duże media z tzw. głównego nurtu, które stoją na straży przemilczenia tematu. Co innego rozgłośnie niezależne, w tym przede wszystkim telewizje internetowe, których dziennikarze nie mogą uwierzyć w nagonkę rozpętaną przeciw Sumlińskiemu. Powyższe nagranie jest więc dokumentacją, a zarazem dowodem uznania, dla pracy naszego kolegi po fachu. Serdecznie zapraszamy Państwa do obejrzenia wykładu pt.: „Niełatwy powrót do Jedwabnego”. ---------------------------------------------[wsparcie programu]--------------------------------------------- Darowizny prosimy kierować na fundację Inicjatywa Przeciw Cenzurze. Nr konta: 33 2530 0008 2059 1051 7927 0001 Mecenat na patronite: https://patronite.pl/emisjatv PayPal: https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr... Chcesz wykonać tradycyjny przelew do banku? Wszystkie niezbędne informacje są tutaj: http://emisja.tv/programy/wsparcie
 

 

czwartek, 14 listopada 2019

Co mówi Polsce Wanda Półtawska




"Nie mam raka. Nie będzie żadnej operacji, zwężenie ustąpiło, bóle znikły, nie boli mnie nic. (...) Nie śmiem powiedzieć, że to cud, odsuwam tę myśl - boję się jej".
Jeśli rzeczywiście powrót Półtawskiej do pełni sił po ciężkim oparzeniu w 2014 roku był cudem, to nie był to pierwszy cud w jej życiu. W 1962 roku niebo też w jej intencji było szturmowane. Z pewnością robił to Brat, Wojtyła, za pośrednictwem - dziś już świętego, a wówczas żyjącego w opinii świętości - włoskiego za­konnika, o. Pio.
Tuż po wakacjach w 1962 roku Wojtyła wyjechał do Rzymu na pierwszą sesję II Soboru Watykańskiego. Pozostali w Krako­wie Półtawscy szykowali się do kolejnej przeprowadzki. Kilka lat wcześniej Wanda, która była wówczas radną dzielnicy Stare Mia­sto, jako ofiara eksperymentów pseudomedycznych w Ravensbruck dostała od premiera Józefa Cyrankiewicza przydział na mieszkanie przy rondzie Mogilskim, tuż obok pętli tramwajowej. Hałas pojazdów uniemożliwiał jej spanie, więc niemal natych­miast dała ogłoszenie w gazecie o zamianie. Po kilku miesiącach udało się wymienić mieszkanie na lokal przy ul. Brackiej - tuż przy krakowskim Rynku, parę minut spacerem od kurii przy Franciszkańskiej. Jednak w tym czasie pojawiły się u niej silne bóle. Początkowo tylko w nocy, potem także w ciągu dnia. Za­częła podejrzewać, że to nowotwór. Jej diagnozę 31 października potwierdził lekarz. Rak jelita grubego.
"Pani doktor nie powiedziała mi diagnozy wprost. Wiedzia­łam, że nie miała odwagi. Powiedziała opisowo: na wysokości 13 cm twardy, okrężny naciek z owrzodzeniem - źródło bólu!" - zapisała w notatkach. Dodając, że była wprawdzie spokojna, nurtowały ją jednak pytania o to, co robić dalej, ile czasu jesz­cze jej zostało: "Ale uświadomiłam sobie, że małe mają dopiero 4 lata! I nagle zdecydowałam, że wezmę urlop bezpłatny i spędzę resztę życia z dziećmi, żeby coś zapamiętały z matki, zanim za­bierze mnie przedłużone rakowe konanie!".
Następnego dnia - w uroczystość Wszystkich Świętych, w dzień rocznicy święceń kapłańskich Wojtyły - poszła na cmen­tarz, bo wydawało jej się, że musi wybrać miejsce na grób. "Skoń­czyłam 41 lat życia. Dużo, ale mało, żeby umierać!" - notowała.
Pomimo bólu i zmęczenia rzuciła się w wir pracy. By wy­kończyć "planowo wszystkie pozaczynane sprawy", by ukryć słabość przed rodziną. O diagnozie lekarzy nie powiedziała bo­wiem mężowi. Gdy ze łzami w oczach pytał, co przed nim ukry­wa, śmiała się, a on się uspokajał. "Płacz Andrzeja ujawnił mi jedno: jeżeli będą jakiekolwiek szanse przedłużenia życia, szanse jakiejkolwiek operacji, muszę się zgodzić. To nic, że będzie to ja­kiś czas życie kalekie. Dla niego lepiej, żebym była żywa jak naj­dłużej" - pisała. Jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że życie ze sztucznym odbytem jest właściwie kalectwem. Walczy­ła samotnie. Nikt nie wiedział. Mocowała się z Bogiem: "Jezu, widzę to tak jaskrawo, że boli samo przeczucie. (...) Panie, nie dorosłam do tego krzyża, takiego krzyża! Nie chcę, nie chcę, nie mogę tego przyjąć!".
A dalej: "Coś się we mnie boi i zarazem coś ufa; coś jest głębią spokoju i coś we mnie ginie w niepokoju! Rozdarcie - coś podej­rzewa najgorsze i coś we mnie ufa, spodziewa się... Czego? Cudu?". Pracuje szybciej i dokładniej. Nie ma obok niej Brata, a ona cze­ka na jego pośrednictwo. Chce napisać do niego list. "Ale nagle pomyślałam, że zanim te napisane przeze mnie teraz słowa dotrą do Ciebie, mnie może już tu nie będzie. I zatłukło mi się serce lę­kiem" - pisała w notatkach przeznaczonych dla Wojtyły.
List z wiadomością o chorobie oraz z pojawiającymi się w związku z nią pytaniami do Wojtyły jednak wysłała. Mężowi nie mówiła nic. Przeprowadzka i zamieszanie wokół niej pozwa­lały na ukrywanie cierpienia.
10 listopada 1962 roku Wojtyła pisał z Rzymu: "Twoje przeko­nanie, że jest nowotwór, nie zostało wprawdzie potwierdzone, ale można je przyjąć. Chodzi o to, co dalej robić. I tutaj, Dusiu, pragnę Cię, tak jak umiem, zmobilizować do walki o Twoje zdrowie i ży­cie. Widzisz, masz za sobą straszliwe doświadczenia Ravensbruck, masz szereg ciężkich porodów i wyczerpującą pracę, ale dopiero co skończyłaś 40 lat, masz czworo małych dzieci i Andrzeja. Dusiu, jest jeszcze coś więcej - jakaś misja czy powołanie, które jest rzeczą rzadką, jakieś szczególne doświadczenie człowieka oparte na samodoświadczeniu. Chodzi o to, aby tymi wartościami jak najdłu­żej służyć innym, choćby nawet nie w takim zakresie ilościowym, ale tutaj przede wszystkim jakość jest ważna".
W dalszej części zachęcał do poddania się operacji, zapew­niał o modlitwie za nią i podkreślał, że mąż musi się dowiedzieć, bo "pozostawianie go poza zasięgiem tej sprawy, pozostawianie go w nieświadomości poza tym, że jest niemożliwe, byłoby chyba jakąś krzywdą". List - zgodnie z prośbą Półtawskiej - wysłał na adres ks. Mariana Jaworskiego.
Kilka dni później Półtawska podjęła decyzję o poddaniu się operacji. Odbyła rozmowę ze znajomym doktorem, który zgodził się przeprowadzić zabieg. Termin wyznaczono na czwartek 22 li­stopada. O chorobie powiadomiła męża. Płakał. W sobotę 17 li­stopada poszła do szpitala na badania. "Powiedzieli, że jest jeden procent na sto, że może to nie rak. Po co tak mówią, chyba lepiej milczeć" - odnotowała w zeszycie. Weekend spędziła w domu. Do kliniki wróciła we wtorek. W środę przeprowadzono kolejne badania. W czwartek - 22 listopada - napisała: "Jestem jak ude­rzona, nie mogę siebie odnaleźć. Boję się powiedzieć, co się stało, boję się rzecz nazwać po imieniu. (...) Badanie ostateczne, ostat­nia rektoskopia wykazała zupełnie co innego. (...) Owrzodzenie, które wczoraj było, zniknęło, nie ma go, została lekko zaróżowio­na po świeżym zagojeniu śluzówka. Nie mam raka. Nie będzie żadnej operacji, zwężenie ustąpiło, bóle znikły, nie boli mnie nic. (...) Nie śmiem powiedzieć, że to cud, odsuwam tę myśl - boję się jej. (...) Ja nie modliłam się o zdrowie, to nie ja uprosiłam!". W notatkach z kolejnych dni niedowierzanie miesza się z lękiem. Przecież nie prosiła o żaden cud, a została "osaczona przez Boga". I natrętne pytanie: "Czego chcesz ode mnie, Panie?".
Wiadomość o cudownym uzdrowieniu błyskawicznie posła­no do Rzymu. Wojtyła odpisał 26 listopada, ale list do Krakowa dotarł dopiero 7 grudnia. "Za tamto, tj. przywrócenie zdrowia Dusi, dziękujemy - obyśmy umieli tak samo gorąco dziękować, jak umiemy prosić" - pisał. Ale jak można dziękować tak samo, jak prosić, skoro Wanda nie prosiła o cud? "Nie umiałabym uwierzyć w cud i nie umiem przeżyć cudu! - odnotuje. - Wła­śnie o to chodzi: ja nie umiem przeżyć cudu - dlaczego? Usiłuję zrobić analizę. Chyba coś się we mnie buntuje przeciwko takiemu »manipulowaniu« mną. A fakt uzdrowienia, zamiast rzucić mnie na kolana z wdzięcznością dla Boga, wzbudził we mnie bunt".
"Ja nie modliłam się o zdrowie, to nie ja uprosiłam!" - pisze Półtawska. A zatem kto? Cofnijmy naszą narrację do 17 listo­pada 1962 roku, do dnia, w którym przeszła w szpitalu pierw­sze badania przed operacją. Tego właśnie dnia bp Karol Wojtyła napisał jednozdaniowy list do San Giovanni Rotondo. Jego ad­resatem był o. Pio: "Wielebny Ojcze, proszę o modlitwę w inten­cji czterdziestoletniej matki czterech córek z Krakowa w Polsce (podczas ostatniej wojny przebywała pięć lat w obozie koncen­tracyjnym w Niemczech), obecnie ciężko chorej na raka i bę­dącej w niebezpieczeństwie utraty życia: aby Bóg przez Wsta­wiennictwo Najświętszej Dziewicy okazał swoje miłosierdzie jej samej i jej rodzinie".
List za pośrednictwem przyjaciela - ks. Andrzeja Marii De­skura, wówczas referenta w Papieskiej Komisji ds. Kinematografii i Radia - trafił do rąk Angela Battistiego, który od 1941 roku znał o. Pio. Następnego dnia, w niedzielę 18 listopada, wieczorem ko­perta jest już w rękach świątobliwego zakonnika. Battisti relacjo­nuje: "Ojciec Pio poprosił mnie o otwarcie koperty i przeczytanie listu. Byłem zaskoczony: list nie zawierał nic nadzwyczajnego. Był jednym z wielu tego rodzaju, które Ojciec Pio otrzymywał każdego dnia od osób proszących go o modlitwę". Po wysłu­chaniu treści listu zakonnik mówi: "Angelino, jemu nie można odmówić!" i poleca, by biskupa z Polski zapewnić, że będzie się gorąco modlił "za tę mamę".
Jedenaście dni później Wojtyła pisze kolejny list, w którym informuje zakonnika o niespodziewanym uzdrowieniu kobiety, jeszcze przed operacją: "Bogu niech będą dzięki. Także Tobie, Wielebny Ojcze, serdecznie dziękuję". Także i w tym przy­padku posłańcem jest Angelo Battisti, który staje przed o. Pio 1 grudnia, a ten prosi o odczytanie listu. "Panu niech będą dzię­ki!" - mówi zakonnik i poleca, by Battisti przechował oba listy, "ponieważ pewnego dnia się przydadzą".
Półtawska nie wiedziała nic o listach Brata wysyłanych do San Giovanni Rotondo. Nie miała nawet pojęcia o istnieniu o. Pio. O wszystkim dowiedziała się dopiero w grudniu 1962 roku po powrocie Wojtyły z Rzymu. "Nie pytałam o nic i wola­łam to zamknąć. (.) Zamknęłam ten rozdział, ale było we mnie to pytanie: »Jak to naprawdę było?«. Drążyło mnie".
W grudniu 1997 roku Jan Paweł II powie w rozmowie ze swoim biografem, że według jego przekonania był to cud, do którego doszło za pośrednictwem o. Pio. Z notatek Półtawskiej z roku 1962 wynika, że także ona tak uważała, ale nie chciała przyjąć tego do wiadomości. Wypierała to. W wywiadzie udzie­lonym w 2001 roku dwumiesięcznikowi "Głos Ojca Pio" wy­znała, że nie brała pod uwagę Bożej ingerencji, a fakt zniknięcia objawów chorobowych uważała za mieszczący się "w ramach po­myłki diagnostycznej". W cud uwierzyła dopiero w maju 1967 roku, a więc prawie pięć lat po wyzdrowieniu.
Na początku tego roku Półtawska wyjechała do Stanów Zjednoczonych na skomplikowaną operację kręgosłupa szyjnego. Groziło jej porażenie wszystkich kończyn i krakowscy neurochi­rurdzy zdecydowali się wysłać ją do Honolulu, do prof. Ralpha Clowarda - wybitnego specjalisty od tego typu zabiegów. Ope­rację przeszła pod koniec lutego i na początku marca opuściła klinikę. Na powrót do Polski otrzymała od niemieckiej organi­zacji Pax Christi bilet okrężny i mogła wybrać dowolną trasę po­wrotną. Wracała przez Londyn, Paryż oraz Rzym. W notatkach z podróży kilka razy pisze, że chciałaby spotkać o. Pio, lecz nie potrafi uzasadnić dlaczego. Pod koniec kwietnia znalazła się we Włoszech, a 11 maja dojechała do San Giovanni Rotondo. Na­stępnego dnia zobaczyła się z o. Pio.
"Jest we mnie tak, że nie znajduję słów, nie chcę nic pisać, nie chcę nikomu mówić. Opowiem Ci, jak się spotkamy - ale. teraz dopiero na pewno wiem, co się stało w listopadzie 1962.
Wiem - ale jak to wyrazić? Brak słów - no i teraz jest we mnie wreszcie uciszenie" - pisze w notatce przeznaczonej dla Wojtyły i mimo zastrzeżenia, że opowie wszystko przy osobistym spo­tkaniu, podaje lakoniczny opis zetknięcia się ze świątobliwym zakonnikiem.
Po mszy św., wychodząc z zakrystii, podszedł do niej i kła­dąc rękę na jej głowie, zapytał: "Allora, va bene?". "Kobieta obok nas rozpłakała się i mówi, że tyle razy tu była, a nigdy nikogo nie dotknął, że mamy szczęście. Wiem, że to było dla mnie - nikt mi tego nie wytłumaczy. To przeze mnie pogłaskał także zakonni­ce. Ale to było dla mnie - rozpoznał mnie. I teraz jest we mnie wreszcie wyciszenie" - napisze.
Wydarzenie to przez wiele lat było tajemnicą rodziny Półtawskich oraz Karola Wojtyły. Nikomu o tym publicznie nie mówili. Przechowane przez Angela Battistiego dwa listy Wojtyły do o. Pio po raz pierwszy opublikowano dopiero w 1987 roku z okazji wi­zyty Jana Pawła II w San Giovanni Rotondo. Sama Półtawska wypowiedziała się na ten temat dopiero pięć lat później. W 1992 roku o spotkaniu z o. Pio napisała: "To spojrzenie mam w sobie -i tego spojrzenia nie da się opisać. A ja nagle wiedziałam, że On mnie rozpoznał i że to właśnie On przyczynił się do tych pięciu procent tam, wtedy - na oddziale onkologii! Spojrzenie i uśmiech jakby trochę figlarny... (...) Czułam i czuję do dziś dotyk tej dłoni na mojej głowie. Zrozumiałam i rozumiem do dziś to spojrzenie przenikające do głębi serca - i noszę je w sobie".
Ojciec Pio stał się jej prywatnym - choć wtedy jeszcze nie­formalnym - świętym. Do tego stopnia bliskim, że zaczęła mu przypisywać wiele wydarzeń ze swojego życia.
Jak choćby to, gdy w jakimś parku podeszła do niej niezna­joma kobieta i poprosiła, by poszła z nią do ciężko chorej sio­stry. Kiedy do niej dotarły, ta bez ogródek oświadczyła, że miała pewność, że Półtawska do niej przyjdzie. Ojciec Pio jej o tym powiedział.
Albo to, gdy stojąc w deszczu w długiej kolejce na postoju taksówek i widząc, że nie zdąży na zaplanowane spotkanie, wes­tchnęła: "No, tym razem muszę mieć pomoc z góry, bo nie ma siły, nie zdążę". Nagle pojawia się dawny pacjent i proponuje pod-wiezienie.
Albo w 1978 roku, gdy przed Bożym Ciałem lało jak z ce­bra, a ona poprosiła o pomoc o. Pio. Podczas mszy św. odprawia­nej w katedrze na zewnątrz jeszcze padało, ale gdy tylko ludzie wyszli na dwór, deszcz ustał i przez całą procesję nie spadła ani jedna kropla wody. Lunęło, gdy wrócili do katedry. "Cud? Oczy­wiście, zjawisko naturalne - ale ja wiem, że to nie tak. Że mój prywatny Święty podtrzymał niebo i zasłonił Hostię niesioną na ulice. Nie zmuszam nikogo, żeby w to wierzył - nie mówię, ale ja wiem" - stwierdza.
Także podczas wycieczki z przyjacielem księdzem. Też pa­dało, ale o. Pio sprawił, że gdy zaczynali mszę św., przestało. Nad nimi piękne słońce, a po bokach ciężkie deszczowe chmury.
Albo wtedy, gdy po niegroźnym wypadku samochodo­wym na jej twarzy pojawił się obrzęk, spowodowany przez płyn mózgowo-rdzeniowy. Znajomy lekarz orzekł, że trzeba operować, ale przecież ona musi pojechać do Rzymu! I wte­dy pomaga przyłożony do twarzy obrazek z kawałeczkiem relikwii i modlitwą o beatyfikację o. Pio. Rano po obrzęku nie było śladu.
Interwencja ma miejsce także podczas wizyty u pewnego kapłana, który był zaprzyjaźniony z o. Pio i miał w domu róż­ne należące do niego kiedyś przedmioty. Przy stole wywiązała się ożywiona rozmowa z innymi gośćmi. Krytykowano Kościół, hierarchów. A kiedy Półtawska mówi, że ta dyskusja na pewno nie podobałaby się o. Pio, "z tych nagromadzonych przedmio­tów buchnął tak skoncentrowany zapach kwiatów, jakby ktoś rozbił flakon perfum". Wszyscy zamilkli, a ona powiedziała tyl­ko: "no właśnie".
Czy pomógł wtedy, gdy jesienią 1975 roku po raz kolejny zdiagnozowano u Półtawskiej nowotwór? Złośliwy - do natych­miastowego usunięcia. Sytuacja trochę podobna do tej z listopada 1962 roku. Wojtyła w Rzymie, ona w krakowskim szpitalu prze­żywa wszystko w samotności. Znów strach przed operacją, przed kalectwem. Nowotwór usunięto w całości. Przerzutów nie było. W notatkach żadnych śladów po prośbach o pomoc do o. Pio.
"Chciałabym doczekać tej chwili, kiedy fanfary na placu świętego Piotra ogłoszą, że Kościół uznał Go świętym - chciała­bym tego nie dla mnie, bo ja sama nie mam żadnych wątpliwości. (.) Taki święty jest potrzebny dla naszej ziemi i dla tej zagubio­nej ludzkości, która nie może odnaleźć prostej drogi do nieba. Chciałabym to widzieć, jak się odsłoni jego postać wyniesiona na ołtarze, i myślę, co zrobić - co zrobić?! - żeby ten moment przyspieszyć? Jak poruszyć to Niebo? Myślę, że do tego trzeba poruszyć Niebo, bo ta ziemia jest zbyt oporna i pełna przeszkód" - napisze Półtawska w 1992 roku w jednym z artykułów.
- Poruszała to niebo wszelkimi możliwymi sposobami. W sprawie beatyfikacji naciskała na wszystkich, którzy mogli coś w tej sprawie zrobić. Oczywiście głównie na Jana Pawła II, któ­remu też zależało na szybkich pracach przy procesie - mówi mi abp Edward Nowak, w latach 1990-2007 sekretarz watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. - Półtawska wręcz nas za­dręczała w tej sprawie. Mówiła, że my w kongregacji nic nie ro­bimy, że za wolno pracujemy. Nie mogła zrozumieć, że pewnych procedur po prostu nie da się przeskoczyć czy obejść - dodaje.
To podejście widać w jednym z tekstów Półtawskiej, w któ­rym porusza m.in. problem procesu beatyfikacji zakonnika z San Giovanni Rotondo: "No więc żeby poruszyć Niebo, trzeba się modlić o to, żeby ten proces wreszcie się skończył. Bo właściwie ten proces to jest tylko biurokracja, sterty papierów, które i tak nie przemogą ludzkiej pewności. Padre Pio jest święty, czy go tak nazwą, czy nie. Ludzie - setki, tysiące ludzi - dziś już mają to przekonanie, ale jest potrzebny ten akt formalny, żeby jeszcze po­mnożyć możliwości działania".
W tym samym tekście wspomni również o tym, że przy każdej wizycie we Włoszech odwiedza San Giovanni Rotondo i modli się przy grobie zakonnika. Niepokoi ją fakt, że jego współbracia usuwają kwiaty z jego grobu, bo przed beatyfikacją nie wolno szerzyć kultu. "Nie rozumiem tego. Co to znaczy? Kto może mi zabronić modlić się do mojego Świętego? A wreszcie, przecież warunkiem kanonizacji jest vox populi (»głos ludu«)! Ludzie muszą uznać kogoś świętym i dopiero wtedy Kościół to akceptuje. A ludzie już dawno uczynili Ojca Pio świętym, bo Go znali. »Znał swoje i one go znały« - więc na co jeszcze czekać???" - pytała.
- W tym artykule najlepiej opisała swoje podejście do pro­cedury. Wychodziła z założenia, że skoro ona jest przekonana o świętości o. Pio, to cały Kościół musi tak uznać. Nie ma na co czekać. Parę razy byłem świadkiem tego, jak wierciła Jano­wi Pawłowi II dziurę w brzuchu w tej sprawie - opowiada jeden z obecnych pracowników Kongregacji. - A on za każdym razem tłumaczył, że nie ma się co spieszyć - dodaje.
"Pozwoliłam sobie nawet przypomnieć Ojcu Świętemu, że św. Antoni został wyniesiony na ołtarze w ogóle bez procesu, tyl­ko decyzją papieża. Ale nasz Ojciec Święty odpowiada: »Ja też chcę, ale wszystko ma swój czas« i uważa, że trzeba respektować oficjalną drogę wyznaczoną przez kongregację. Ile razy mówię, że chcę doczekać tej chwili, a jestem już stara, Ojciec Święty od­powiada: »Ja też chcę, a jestem starszy« - no i takie są nasze roz­mowy" - mówiła Półtawska w wywiadzie dla "Głosu Ojca Pio".
W listopadzie 1996 roku Jan Paweł II napisał do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych list z prośbą o przyspieszenie prac nad procesem beatyfikacyjnym o. Pio. Komisja teologów nie bada­ła cudownego uzdrowienia w 1962 roku Wandy Półtawskiej, bo w procesie nie liczą się cuda dokonywane za życia kandydata na ołtarze. W grudniu 1997 roku Kongregacja zakończyła prace. Be­atyfikacja o. Pio odbyła się 2 maja 1999 roku na placu św. Piotra w Rzymie. Trzy lata później - 16 czerwca 2002 roku - Jan Paweł II ogłosił go świętym. W obu uroczystościach brała udział Wan­da Półtawska. A kiedy później bywała w San Giovanni Rotondo, gwardian tamtejszego klasztoru dawał jej klucz do celi o. Pio, by mogła tam spokojnie pobyć.
W marcu 2017 roku Wanda Półtawska przekazała parafii pw. św. Ojca Pio na warszawskim Gocławiu jego relikwie, które sama wcześniej otrzymała od przyjaciół świętego. Są to skrze­py krwi świętego oprawione w obrazek, zdobiony relikwiarz z fragmentem bandaża z jego rany oraz obrazek z własnoręczną dedykacją.

Fragment pochodzi z książki "Wanda Półtawska. Biografia z charakterem". 
https://deon.pl/wiara/duchowosc/cud-wandy-poltawskiej,457769
_____________________________________

Wanda Półtawska: Jan Paweł II bolał nad ateizacją Polski. Ignorancja jego nauki jest żenująca

wtorek, 6 listopada 2018

The Kielce provocation 1946



RAPORT SZAREGO O POGROMIE W KIELCACH

NKWDOWSKA PROWOKACJA W KIELCACH - CZYLI TO, CO NAPRAWDĘ STAŁO SIĘ W KIELCACH?
(AUTORYZOWANA RELACJA „SZAREGO")
-W 51 rocznicę rozbicia więzienia w Kielcach przez zgrupowanie „Szarego" opowiedział pan w Kościele Garnizonowym w Kielcach a potem powtórzył pod więzieniem, że te mordy Żydów w Kielcach to była żydowska prowokacja? Czy ma pan na to dowody?
Szary: - Ja w 1946 roku miałem do swej dyspozycji wywiad i kontrwywiad „Polski Podziemnej" działający na moim terenie i daleko przed tą prowokacją otrzymywałem meldunki, że Żydzi z UB kieleckiego coś knują.

-Powiedział pan Żydzi z UB kieleckiego, czy nie było w kieleckiem UB Polaków?
-Na stanowiskach w Kielcach i w ogóle w całym UB byli Żydzi w bolszewickich szynelach, sami Żydzi. Dlatego „Ogień" z Podhala, który przystał do UB, gdy połapał się że UB i PPR to są sami Żydzi, zabrał swoich ludzi i poszedł w las.

-Wracając do kieleckich wypadków? Wolno mi się domyślać, że otrzymywał pan meldunki jako komendant...?
-Mieliśmy w Wojsku Polskim, także w UB swoich ludzi, ci alarmowali nas, że Żydzi NKWD i Żydzi z UB coś knują. Cały mój teren poddałem ścisłej inwigilacji. Nie spuszczaliśmy z oka kieleckiego budynku Urzędu Bezpieczeństwa ani jego pracowników. Przy okazji wyszło, że tych kilka tak nagłaśnianych mordów Żydów powracających z ZSRR do Polski, którymi obarczono „Polskę Podziemną", to była robota żydowskiego UB pod nadzorem żydowskiego NKWD; to dało mi do myślenia. Wzmogłem środki bezpieczeństwa na swoim terenie. Okazało się, że Żydzi z UB sami mordowali swoich, tylko dlaczego? Na to pytanie nie potrafiłem sobie wówczas odpowiedzieć, przynajmniej do pewnego czasu. Żydzi z UB poprzebierani za żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, zatrzymali pociąg i wyrzucali z niego Żydów, cała wina za te mordy spadała na nas. Dokładnie zbadałem sprawę, okazało się, ani AK ani NSZ, ani nikt z polskiego podziemia nie miał z tymi mordami nic do czynienia.

„ŻYDZI SZASTALI PIENIĘDZMI”
Płk Szary: - Na podstawie otrzymywanych informacji wyrobiłem sobie pewien obraz o Żydach mieszkających w Kielcach; gdy polska ludność była ubogą, ledwie wiązała koniec z końcem, Żydzi „szastali pieniędzmi", mieli ich tyle, że mogli za nie kupić całe Kielce, dolary, funty, złoto; zdobyliśmy informację, że to UB kieleckie, poprzez swoich ludzi, rozpuszcza wieści, że „Żydzi wracają z ZSRR do Polski" po to, żeby odebrać swoje przedwojenne majątki, żeby „Polaków zamienić w parobków", itd.
Po jakimś czasie, ci sami agenci żydowskiego UB roznosili po Kielcach i w terenie ulotki, że „Żydzi złapali polskie dziecko i zamordowali je na macę". Miejscowa ludność w to święcie wierzyła, i pomstowała na Żydów. Czułem instynktownie, że coś wisi w powietrzu, coś groźnego, coś, czemu nie jestem w stanie przeciwdziałać; UB żydowskie w Kielcach podgrzewało atmosferę nienawiści! Tylko w jakim celu?

RABIN Z PARYŻA PRZYJEŻDŻA DO KIELC
Płk Szary: - Na dwa, może trzy dni przed masakrą Żydów w Kielcach otrzymałem od naszego człowieka z Wojska Polskiego zaskakujący meldunek; otóż, na lotnisku wojskowym w Warszawie załadowano do kukuruźnika „niezwykle ważnego rabina z Paryża" i pilot otrzymał rozkaz dostarczenia go na polowe lotnisko radzieckie, które znajdowało się pod Kielcami, w MASŁOWIE; polskiemu pilotowi widocznie się ten ważny rabin z Paryża nie spodobał, bo zrobił kilka beczek, i ten ważny rabin z Paryża ze strachu zwymiotował, zrobił w portki, cały się zafajdał; żydowskie NKWD odebrało rabina na polowym lotnisku pod Kielcami, w Masłowie, i pilot wrócił do Warszawy, gdzie prawdopodobnie porządnie mu się oberwało.

SZEF WOJEWÓDZKIEGO URZĘDU BEZPIECZEŃSTWA SOBCZYŃSKI
Płk Szary: - Z dalszych meldunków, które otrzymałem na temat owego ważnego rabina z Paryża wynikało, że żydowskie NKWD zawiozło go do żydowskiego UB w Kielcach; przyjął go sam komendant UB w Kielcach Sobczyński NKWDzista. Rozmawiali kilka godzin. Potem ten ważny rabin z Paryża zniknął nam z oczu. UB go gdzieś ukryło? Nie udało nam się dotrzeć do jego kryjówki.

W DNIU POGROMU PRZYJEŻDŻAJĄ DO KIELC CHEŁCHOWSKI I BUCZYŃSKI SPOTYKAJĄ SIĘ Z RABINEM Z PARYŻA
Płk Szary: - Otrzymałem informację, że do Kielc, ściślej Urzędu Bezpieczeństwa; przylecieli „ważni PPR-owcy z Warszawy"; pierwsza moja myśl, jeśli są ważni to ich ubić i przestaną być ważni; okazało się jednak, że Kielce są tak nasycone wojskiem polskim i radzieckim, ludźmi z UB, że nie mogło być mowy o jakimś zamachu; tymi ważnymi PPR-owcami z Warszawy byli „członkowie KC PPR Buczyński i Chełchowski"; absolutnie nic mi te nazwiska nie mówiły; kolejna informacja, która dodarła do mnie na kilka godzin przed tą masakrą brzmiała: „Rabin z Paryża spotkał się z PPRowcami z Warszawy Buczyńskim i Chełchowskim w budynku Urzędu Bezpieczeństwa, miał dojechać Sierow, ale przysłał tylko swojego następcę". Rozmowa trwała trzy godziny.

DZIENNIKARZE Z WARSZAWY PRZYJEŻDŻAJĄ DO KIELC BY FOTOGRAFOWAĆ MORDOWANIE ŻYDÓW
Płk Szary: - Otrzymałem także od naszych „dwójkarzy" informację, że do Kielc przyjechało kilku dziennikarzy z Warszawy; zjawili się w mieście na trzy dni przed pogromem; zostali poddani ścisłej inwigilacji; z podsłuchanych rozmów wynikało, że czekali na coś, co miało niebawem nastąpić; wśród nich było aż trzech fotoreporterów (jedna młoda dziewczyna); wszyscy ci dziennikarze byli żydowskiego pochodzenia spotykali się z oficerami kieleckiego UB, dwa razy z oficerami UB z Warszawy; wszyscy, jak wynikało "z meldunków", byli Żydami; i dziennikarze, i oficerowie z Warszawy i oficerowie z Kielc; wynikało, że z gry, którą Żydzi prowadzili, wyłączono w ogóle Polaków; w tym czasie plotka o zamordowaniu polskiego dziecka przez ortodoksyjnych Żydów została przez prowokatorów z kieleckiego UB tak rozdmuchana, że Kielczanie zapałali żądzą odwetu.

UB ORGANIZUJE ZAKŁADY PRACY DO PRZEPROWADZENIA POGROMU
Płk Szary; - Wśród niezliczonej ilości meldunków na temat przygotowywania czegoś trefnego przez kieleckie UB, otrzymałem i taki, że UB poprzez swoich ludzi, którymi obsadziło fabryki kieleckie, wyselekcjonowało wśród zaufanych robotników, brygady, które na specjalnych, tajnych kursach były szkolone przez oficerów żydowskiego UB z Kielc i Warszawy; ta selekcja była tak dokładna, tak wielowarstwowa, że mimo iż skierowaliśmy na ten odcinek najlepszych oficerów z „AKowskiej" dwójki, i tak niewiele się dowiedzieli, ale z tych strzępów informacji, które od naszego wywiadu otrzymaliśmy, doszliśmy do wniosku, a raczej zadaliśmy sobie kilka pytań:

1) Po co ci wyselekcjonowani przez żydowskie UB robotnicy w jednej z fabryk zbili ponad pięćdziesiąt trumien, prostych, z sosnowego drzewa. Na ten cel drewno UBeki pobrali z jednego z tartaków.

2) Po co ci sami ludzie z tego samego tartaku pobrali klocki długie na półtora metra (150 cm)?

3) Po co w jednym zakładów szyje się habity żydowskie, jakby przeznaczone dla manekinów? I też coś koło pięćdziesięciu sztuk tego się doliczyliśmy.

4) Po co robotnicy wyselekcjonowani przez żydowskie UB w Kielcach, a tak na prawdę agenci UB, gromadzą w swoich fabrykach narzędzia, łomy, siekiery, kilofy?

5) Po co gromadzą kamienie?

6) Po co po fabrykach szyją transparenty z hasłami (a te udało się naszym ludziom odczytać) „Precz z Żydami! Niech żyje władza ludowa!", i tym podobne. To były te pytania na które nie potrafiliśmy sobie wówczas odpowiedzieć.

___________________________________________________________

DO KIELC ZJEŻDŻA, „ADAŚ POSRANIEC"
Płk Szary: Wśród informacji zebranych przez naszych „dwójkarzy" była i taka, która mnie szczególnie zaniepokoiła. Otóż od jakiegoś czasu przebywał w Kielcach Adaś Posraniec. Pyta pan kto to taki? Skoczek radziecki z czasów wojny, Żyd posługujący się pseudonimem Adam Kornecki. „Adaś Posraniec" dlatego, że, gdy skoczył z samolotu, ze strachu zrobił w portki; ludzie dowódcy brygady AL płk-a Połowniaka, znaleźli go całego ubabranego i straszliwie cuchnącego i to oni nazwali go „Adaś Posraniec"; Ten Komecki to był wyjątkowy tchórz, przed każdym bojem z Niemcami dekował się na tyłach, albo uciekał. I to właśnie Adaś Zasraniec lustrował aż trzy razy bloki, gdzie potem nastąpiła ta masakra.
Ten najazd na Kielce sprawił, że zwielokrotniliśmy środki ostrożności, bo przecież uderzenie mogło pójść na nas.

ŻYDOWSKA PROWOKACJA W KIELCACH
Płk Szary: Według naszego rozpoznania grupki wyselekcjonowanych przez UB robotników wyszły ze swoich zakładów, uzbrojeni w tępe narzędzia te, które wcześniej przygotowali, idąc do śródmieścia Kielc wznosili antyżydowskie okrzyki; nasi ludzie wśród tych grupek, niby kieleckich robotników, rozpoznawali etatowych UBeków, po dwóch, trzech i więcej; te poszczególne grupy zebrały się w śródmieściu, i tam robiły antyżydowski harmider; UB, gdyby tylko chciało, nakryłoby tę grupę czapkami; nasz wywiad donosił, że z ulic poznikały patrole wojskowe, milicyjne, a także i agenci UB; ostatni, wiadomo, byli wśród robotników i krzyczeli „Żydzi do Izraela!" „Tam mordujcie swe dzieci na macę!" Na tym bezrybiu, gdzie na co dzień aż roiło się od mundurowych, nagle pojawił się oficer w polskim mundurze a w chwilę potem drugi; obydwaj byli Żydami; jeden z prowodyrów zwrócił się do nich, by poprowadzili ich na „Żydów mordujących polskie dzieci na macę!"; czy to nie zdumiewające, że dwaj oficerowie prowadzą rozwścieczony tłum na domy, gdzie mieszkali Żydzi, którzy się zabarykadowali, i wywiązała się między nimi walka, najpierw na słowa, potem poszły w ruch kamienie, i to z obydwu stron, w końcu z domu ktoś strzelił do tego oficera który prowadził tłum pod te dwa bloki; na wieść o tym, że Żydzi zranili polskiego oficera, ruszyły z fabryk wcześniej przygotowane większe już grupy robotników, i z rozwiniętymi transparentami, na których wypisano „Precz z Żydami! Niech żyje władza ludowa!" - ruszyli na te dwa bloki i zaczęło się właściwe widowisko.

FOTOREPORTERZY W AKCJI
Płk Szary: Według naszych informacji, dziennikarze i fotoreporterzy już o godzinie ósmej rano zostali rozprowadzeni przez miejscowego oficera UB na swoje posterunki, nasi ludzie cały czas ich obserwowali. Zachowywali się oni dosyć dziwnie. Fotografowali tylko to, co im polecono. Tych fotografów, których postawiono przy bramach fabrycznych, po zrobieniu zdjęć, zabierało UB do auta; podobnie zrobiono z tymi, którzy robili zdjęcia w Śródmieściu; nie inaczej rzecz miała się z tymi fotoreporterami, którzy mieli fotografować masakrę; każdego fotografa pilnowało dwóch UBeków; gdy skończyła im się klisza, oddawali Ubekom aparat fotograficzny z kliszą i otrzymywali nowy; te aparaty zawożono do Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach, gdzie od godziny siódmej rano przebywali: rabin z Paryża, Kornecki, Sobczyński, Chełchowski, Biczyński, zastępca czy też delegat Sierowa oraz kilka jeszcze innych osób, którzy pełniły role łącznikową między prowodyrami na ulicach Kielc a sztabem zebranym w budynku UB; z nich wszystkich najbardziej był podenerwowany szef UB Kielcach, Sobczyński, który kilkakrotnie opuszczał gabinet i telefonował; z tych rozmów wynikało, że Sobczyński gdzieś tam u kogoś interweniował, gdyż „nie chciał być kozłem ofiarnym"; jednak ten ktoś z wysoka nie wybawił go z opresji, bo Sobczyński zrezygnowanym głosem powiedział do słuchawki; „Rozkaz, towarzyszu sekretarzu!"
Tego dnia aż dwukrotnie startował samolot do Warszawy, żeby dostarczyć tam zdjęcia z tego, co działo się w Kielcach.

KUKŁY I TRUPY
Płk Szary: - Z informacji, które nieustannie napływały wynikało, że w jednej z fabryk załadowano na auto ciężarowe kukły i na dzień przed wypadkami dostarczono je do owych dwóch bloków, gdzie mieszkali Żydzi; natomiast w nocy w wieziono do więzienia kieleckiego kilkanaście trupów, prawdopodobnie ludzi z AK i NSZ, gdzie poprzebierano je w te wcześniej uszyte habity żydowskie; tym trupom nawet brody poprzylepiano, wciśnięto na głowy mycki i w workach te trupy dostarczono samochodem do owych bloków.

TEN MORD ŻYDÓW W KIELCACH TO WIELKIE OSZUKAŃSTWO!
Płk Szary: -Tymi informacjami dysponowałem na dzień przed prowokacją kielecką, dlatego te dwa żydowskie bloki zostały nie tylko poddane obserwacji, ale udało nam się tam wsadzić swojego człowieka, i okazało się, że tam już nie było ludności żydowskiej, poza jakimiś niewielkimi wyjątkami, ich miejsce zajęli funkcjonariusze z UB, którzy kukły i trupy żołnierzy AK i NSZ trzymali w pogotowiu przy oknach, żeby w odpowiednim momencie wyrzucić je na zewnątrz. Nie, nie jest prawdą że to tłumy Kielczan wdarły się do tych dwóch żydowskich bloków, to jest wierutne kłamstwo.

KBW STRZELA W POWIETRZE
Płk Szary: - Przyjechali żołnierze KBW, i dopiero po oddaniu przez nich salwy w powietrze, z okien tych dwóch bloków zaczęły wypadać trupy naszych ludzi, wcześniej w kieleckim więzieniu zamordowanych, i te kukły; tłum przy nieustającej palbie karabinowej żołnierzy KBW odskoczył od bloków; całe to zajście UB bez przerwy fotografowało; trupy, pełno żydowskich trupów wokół budynków przeraziło Kielczan, i każdy nie chcąc być posądzony o mord, uciekał gdzie pieprz rośnie; w tym czasie wojsko i UB szczelnie otoczyło budynki; trupy i kukły załadowano do wozów samochodowych i wywieziono.

MORDOWANIE ŚWIADKÓW
Płk Szary: - Według naszego rozpoznania, najgorzej na tym wyszli ci Ubecy, żołnierze, szpicle (robotnicy), którzy uczestniczyli w tej mistyfikacji bezpośrednio. Sztab zebrany w budynku UB w Kielcach zdecydował, żeby zlikwidować świadków; i tak też się stało; rozstrzelano ich na przedmieściach Kielc i pogrzebano w nieznanym miejscu; ilu ich zamordowano? Tego nie udało nam się dociec, przy okazji oberwało się, i to porządnie bogu ducha winnej ludności Kielc; po wprowadzeniu stanu wyjątkowego, wielu niewinnych Polaków postawiono przed wyjazdowym Najwyższym Sądem Wojskowym; sądy wojskowe i sądy cywilne zaraz po wojnie składały się wyłącznie z sa¬mych Żydów; nie było w tych urzędach Polaków, sami Żydzi, czego doświadczyłem gdy zostałem aresztowany i sądzony przez Sąd Wojskowy. Doszły mnie pogłoski, że owymi prokuratorami i sędziami w Kielcach skazującymi na kary śmierci byli studenci.

SOBCZYŃSKI TYM KOZŁEM OFIARNYM
Płk Szary: Szef UB w Kielcach Sobczyński został przez organizatorów prowokacji kieleckiej zdymisjonowany, zaś Adaś Posraniec (Adam Kornecki) osobiście zerwał mu dystynkcję, odznaczenia i guziki; podobno przy tym zrywaniu i odrywaniu straszliwie wyklinał Polaków i groził im, że ich wszystkich „zakatrupi"; Żydzi z Warszawy, a może nawet z Moskwy, a może nawet z Paryża na miejsce Sobczyńskiego postawili Adasia Zasrańca; i ten tchórz w czasie wojny i prowokator po 1945 roku, słowa dotrzymał; mścił się na Polakach niemiłosiernie.

Płk Antoni Heda - Szary wypowiedź swoją o tym, co zdarzyło się w Kielcach przed i w czasie tzw. „pogromu kieleckiego" autoryzował w Warszawie w Kościele na Kamionku, dnia 3 grudnia 1996 roku; cyt, za J. Marszałek „Zdrajcy", t, 1)

Rozdział VI - SZARY PRZECIW ZDRAJCOM POLSKI - Jana Marszałka wyd. 2001 rok.
................................................

Jest to niezbity dowód mistyfikacji mordu dokonanego przez Żydów na „Żydach” przy czym trupami byli Akowcy pomordowani przez Żydów UB i NKWD w wiezieniu w Kielcach. Mamy więc taki materiał w rekach, podany przez człowieka którego prawdomówność potwierdza 7 wyroków śmierci z których Żydzi w mundurach „polskiego” UB, wojska i milicji bali się wykonać. Fakt iż w 2008 roku Żydzi wydają w Polsce książkę STRACH Grossa mówi sam za siebie. Żydzi mordowali i mordują Polaków od 17 Września 1939 roku poczynają na ziemiach Wschodniej Polski. Generał Antoni Heda – SZARY zmarł w lutym 2008 roku, w wieku 90 lat, rok temu przeszedł ciężki udar i był częściowo sparaliżowany. Pisarz Jan Marszałek kilka miesięcy temu przeżył próbę zamachu na swoje życie. Publikacja steku kłamstw Żydów na temat POGROMU W KIELCACH w postaci książki STRACH po angielsku i ostatnio przez wydawnictwo ZNAK po polsku jest kolejnym niezbitym dowodem na to iż Polska jest od 1939 roku pod okupacją Żydów i Izraela. Rząd „polski” i Prezydent milczą.


http://www.kworum.com.pl/article.php?uid=1491

_____________________________________

ANEKS
Helen Thomas tells Jews to go back to Polin

ANEKS

Helen Thomas tells Jews to go back to Polin


niedziela, 15 lipca 2018

Pornografia gorsza niż polityka

Pornografia gorsza niż polityka



CZY POLSKĄ RZĄDZĄ PSYCHOPACI I KRETYNI?? »

Wzrastająca w siłę pornografia zmienia normy społeczne. Niedługo sami będziemy żyć w filmie pornograficznym. “Dążymy do zepsucia dla celów kontroli” – Giuseppe Mazzini (1805-1872) , włoski przywódca masonerii.
Kontrolująca ludzkość satanistyczna sekta – Illuminati – kabaliści, żydowscy bankierzy i masoneria zadłużają państwa w celu dosłownego wykupienia i finansowego zniewolenia całego świata. Ich kontrola nad naszą kulturą jest tak efektywna, że dopiero teraz zaczynamy zdawać sobie sprawę z faktu bycia ich niewolnikami. Zaczynamy dostrzegać prawdę w momencie gdy nasz glob przemienia się w imperialistyczne państwo policyjne. Również “wyzwolenie seksualne” i pornografia są bronią polityczną zaprojektowaną w celu degradacji i manipulacji społeczeństwa.
Illuminati wiedzą że prawdziwy mężczyzna, posiadający wsparcie lojalnej żony, będzie walczył w obronie swojej rodziny i zrobi wszystko by zapewnić swoim dzieciom dobrą przyszłość. Dlatego lepszym rozwiązaniem dla nich jest zamienić mężczyzn i kobiet w uzależnione od seksu jednostki, skłonne zdradzić swoje rodziny za chwilę przyjemności. Pornografia jest używana niczym broń. Naziści używali pornografii do deprawowania ludności w okupowanej Polsce: “Władze przymykały oko na nielegalne pędzenie alkoholu. W Warszawie znajdowały się przybytki hazardu do których wstęp mieli jedynie Polacy. Tolerowano prostytucję. Sponsorowano też druk i dystrybucję pisemek pornograficznych.” (“Poland Under Nazi Occupation” 1961, str.218.) Kasyna, prostytucja, pornografia.
Brzmi znajomo? Pornografia jest ulubioną bronią najeźdzców. Gdy Izrael przejął kontrolę nad telewizją palestyńską na zachodnim Brzegu Jordanu, zaczął transmitować pornografię. Gdy USA najechały Irak nastąpił tam prawdziwy rozkwit pornografii. Dla coraz większej liczby ludzi seks staje się uzależnieniem. Pornografia jest jak narkotyk. W XIX wieku Brytyjczycy rozpoczęli wojny opiumowe ponieważ Chińczycy nie chcieli przyjąć ich “lekarstwa“. Tej broni używa się wobec nas od ponad 50 lat. Pornografia zaczyna tworzyć nowe normy społeczne. ILLUMINATI I ŻYDOWSKIE HOLLYWOOD To co uznaje się za “zmiany społeczne” jest w rzeczywistości dobrze przemyślanym elementem inżynierii społecznej. Hollywood zmienia nasze zachowanie i obyczaje. “Ryzykowny Interes (1983) określa się jako “komediodramat dla nastolatków”, podczas gdy jego prawdziwym celem było wychowanie nowej pornograficznej generacji.
Tom Cruise gra Joela Goodsona (Dobrego syna?), nastolatka którego fantazje erotyczne spełniają się w momencie gdy pewna młoda prostytutka (Rebecca de Mornay) wprowadza się do niego gdy rodzice Joela wyjeżdzają na wakacje. Film zawiera wiele gorących scen, wywyższa też prostytucję i seks przedstawiając je jako coś absolutnie niezwykłego w naszym życiu. I nic w tym dziwnego: film wyprodukował David Geffin, homoseksualista i Żyd, napisał zaś i wyreżyserował Paul Brickman, kolejny Żyd o bliżej nieokreślonych preferencjach seksualnych. Film Brickmana mówiący o deprawacji niewinności stał się wzorcem dla kolejnych amerykańskich filmów.
Cała seria American Pie (1999-2012) jest kolejnym przykładem żydowskiego kina Illuminati, komedii dla nastolatków opowiadającej w pierwszej części o przysiędze złożonej przez czterech nastolatków mających stracić dziewictwo przed ukończeniem szkoły (polecam czytać napisy końcowe po każdej obejrzanej, amerykańskiej “teen comedy”, a nawet w trakcie oglądania Comedy Central lub współczesnych amerykańskich komedii romantycznych – przyp. tłum).
Po raz kolejny mamy do czynienia z filmem zawierającym wystarczającą ilość seksu i nagości aby usprawiedliwić u młodego widza oglądanie pornografii. Tytuł “American pie” nawiązuje do sceny w której główny bohater zostaje przyłapany podczas masturbacji przy użyciu tradycyjnego placka z jabłkami – idealny symbol tego co Żydzi Illuminati i masoni myślą o amerykańskich wartościach, tradycji i tego co robią Ameryce.
W drugiej części filmu, American Wedding, (2003), przyszła panna młoda obciąga swojemu wybrankowi pod stołem w zatłoczonej restauracji. W trakcie wesela przyjaciel pana młodego zalicza jego babcię w ciemnej szafie, myśląc że ma do czynienia z jego puszczalską siostrą. Babcia jest tak zadowolona że błogosławi ślub wnuka z – jak to określiła uzywając żydowskiej terminologii – sziksą. W ostatniej scenie inny jego przyjaciel zajmuje się matką kolegi w trakcie kąpieli.
Ten koszmarny, psychologiczny atak na naszą moralność i przyzwoitość jest częścią nienawistnej, talmudycznej strategii Illuminatów wymierzonej w instytucję rodziny. Jedyne czego chcą to jej zniszczenia. W tym kontekście filmy Beztroskie lata w Ridgemont High (1982) czy Pretty Women (1990) również są podejrzane ze względu na eksponowanie nagości i usprawiedliwianie aborcji i prostytucji.
Wszystkie te filmy są cześcią strategii zniesienia ograniczeń moralnych i zastąpienia ich przyzwoleniem na nieprzyzwoitość, pornografię i w ostatecznym rozrachunku satanizm królujący we współczesnych mediach. UPOWSZECHNIANIE PORNOGRAFII Według szacunków z roku 2005, 12% wszystkich stron internetowych oraz 25% wszystkich pobranych plików to porno. Prawie 30% oglądających porno to kobiety. Ludzie reagują na porno bardzo emocjonalnie. Coś takiego musi wpływać na normy zachowań. Wzrastająca w siłę pornografia zaczyna zmieniać normy społeczne. TSA postanowiła “przeszukać” genitalia 79-letniej kobiety. Czy widzicie co się dzieje? Tutaj nie chodzi o względy bezpieczeństwa. Wszyscy mamy “stać się gwiazdami porno”.
Gdzie są ci wszyscy żydowscy Illuminaci tak zaciekle broniący “praw człowieka”? Przecież ta staruszka była Żydówką! Niedawno sfotografowano marionetkę Illuminati Myley Cyrus bez spodni. Pokazywanie swojej waginy może być równie akceptowalne co publiczne pokazywanie swoich piersi. W czasie gdy tak wiele młodych kobiet pokazuje swoje genitalia w filmach pornograficznych, nowa moda wydaje się być nieuchronna. Patrząc z tej perspektywy “Dialogi Pochwy” reklamowane jako “kulturalna rehabilitacja” żeńskich genitaliów wydają się być częścią zaawansowanego planu (Patrz “Porn Play Degrades Women“ – Pornograficzna Sztuka Degraduje Kobiety).
Spójrz na ulicę. Młode dziewczyny reagują na medialne sygnały i wciskają się w obcisłe legginsy uwydatniające ich pośladki i “camel toe“. Młode kobiety były szanowane gdy wychodziły za mąż, gdy przyjmowały rolę żony i matki. Dzisiaj szukają szacunku jako substytut gwiazdek porno i charytatywnych prostytutek. Nikt nie dostrzega że ostatecznym celem Illuminati w stosunku do kobiet jest uczynienie ich towarem powszechnego użytku – tak jak np. woda w kranie. Jedno zaspokaja pragnienie, drugie żądze. Kolejnym efektem pornografii jest zatrzymanie osobistego rozwoju emocjonalnego.
Seks jest ważny w zalotach i prokreacji. Ludzie żyjący w zdrowych, normalnych małżeństwach szukają nowych zainteresowań gdy już wychowają dzieci i zaczynają się starzeć. E. MICHAEL JONES Obok Kevina MacDonalda, E. Michael Jones, redaktor Culture Wars, jest naszym największym ekspertem w dziedzinie kultury. W swojej książce Libido Dominandi, Jones opisuje ze szczegółami sposób w jaki Illuminati używali “wyzwolenia seksualnego” dla celów kontroli politycznej poczynając od czasów Rewolucji Francuskiej. Polecam posłuchać wywiadu z Jonesem.
Jones charakteryzuje rozwój pornografii jako bitwę między katolikami a “żydowskimi pornografami”, którą wygrali Żydzi Illuminati. W swojej ostatniej książce, The Jewish Revolutionary Spirit (Żydowski Duch Rewolucyjny), opisuje współczesną historię jako pełną nienawiści inwazję na cywilizację przeprowadzoną przez żydowskich kabalistów oraz ich masońskich sługusów uzurpujących sobie przywództwo w nie-żydowskich krajach. Ten wywiad można znaleźć tutaj. Ten proces przejmowania kontroli jest już praktycznie zakończony. Prawie wszyscy, a szczególnie Żydzi, wspierają nadchodzący samobójczy Nowy Porządek Świata.
Od tego zależy ich praca i kariera. Kabaliści bankierzy wżeniający się w nie-żydowskie rodziny satanistyczne zadbają o to by wina za to wszystko spadła na pozostałych Żydów. Sami wspierają finansowo wielu antysemitów i tworzą antysemityzm w celu zagwarantowania sobie wsparcia ich kabalistycznej agendy przez wszystkich Żydów. Jones zacytował Trockiego: “Pogromy w których cierpią zwykli Żydzi, służą szczytnemu celowi utrzymywania ich w absolutnej zależności od swych przywódców” (…) KONKLUZJA Wiemy już że ludzkość została przejęta przez satanistów. Ich kontrola przyjmuje formę uzależnienia od seksu i pełnej, choć fałszywej swobody.
Przygodny seks, nie mający nic wspólnego z miłością, zalotami i małżeństwem jest ekstremalnie degradujący dla człowieka, a w szczególności dla kobiety. Ich wyzwolenie to w rzeczywistości zniewolenie. Tak działa satanizm. Wszystko co obiecuje satanizm jest swoim kompletnym przeciwieństwem. Zło przyjmuje się za dobro i vice-versa. (…) O ile łatwiej jest dla Illuminati pozwolić ludzkości samej się zniewolić. O ile łatwiej jest tworzyć państwo policyjne gdy mężczyźni i kobiety myślą tylko o seksie.
Henry Makow, tłum: Radtrap

PS.

Wsparcie Bloga

BZ WBK 77 1090 0075 5339 0810 7013 1849
http://zakazana.wwx.pl/
Dziękuje , każda wpłata powyżej 20 złotych będzie wymieniana na płytę "Zakazana Prawda" zawierająca namacalny dowód manipulacji rzeczywistością.
Jeśli pragniesz otrzymać płytę, podaj w przelewie swój adres pocztowy.
Pozdrawiam i Dziękuje

środa, 22 marca 2017

Psychuszka 3rp. Inż.Krystian BROLL, R.i.P.



Biegli nie mieli czasu na opinie, sędzia wyjechała do sanatorium, Krystian Broll nie doczekał odszkodowania




Biegli nie mieli czasu na opinie, sędzia wyjechała do sanatorium, Krystian Broll nie doczekał odszkodowania
Foto: tvn24Krystian Broll zmarł przed końcem procesu

Sąd przyznaje: Krystianowi Brollowi należało się zadośćuczynienie. Chodziło tylko o wysokość. Według adwokata Brolla można było szybko wyliczyć, ile powinien dostać za każdy rok niesłusznie spędzony w szpitalu psychiatrycznym. Ale prokurator nie zgadzał się na wydanie wyroku częściowego. Sąd musiał się dowiedzieć, dlaczego mężczyzna był śmiertelnie chory.

Krystian Broll czekał:
- osiem miesięcy na rozpoczęcie procesu o zadośćuczynienie - w zrujnowanym domu bez ogrzewania,
- kolejne trzynaście miesięcy na opinię, czy jego zły stan zdrowia jest efektem farmakoterapii w szpitalu,
- miesiąc przed jego śmiercią biegli przyznali, że mogło tak być,
- dwa tygodnie po jego śmierci będzie ostatnia rozprawa - umorzenie.






Sanatorium i sezon urlopowy

- Sąd nie neguje, że pokrzywdzonemu należało się zadośćuczynienie i odszkodowanie za niesłuszne pozbawienie wolności - mówi Jacek Krawczyk, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach, gdzie toczy się proces nieżyjącego już Krystiana Brolla.
Dowodem jest kasacja Sądu Najwyższego z 2014 roku, uchylająca wcześniejsze orzeczenia sądów w Rybniku i Gliwicach w tej sprawie. Dzięki tej kasacji Broll wyszedł na wolność. Sąd uznał, że był niesłusznie pozbawiony wolności.
Katowicki sąd miał tylko ustalić, ile mu się należy za te osiem lat detencji.




Broll złożył pozew w lipcu 2015 roku. Zażądał 14 mln zł zadośćuczynienia i 500 tys. zł odszkodowania.
Piotr Wojtaszak, adwokat Brolla podkreśla, że wtedy w Kodeksie Postępowania Karnego obowiązywał jeszcze przepis, nakazujący rozpatrywanie takich spraw w pierwszej kolejności. - Sąd zapomniał - twierdzi mecenas.
- Sprawy o niesłuszne pozbawienie wolności są u nas priorytetowe - nie zgadza się Krawczyk.
Proces ruszył w lutym 2016 roku. Na pierwszych trzech rozprawach, wyznaczanych co miesiąc, przesłuchiwany był Broll, mimo że Sąd Najwyższy zgromadził już w jego sprawie materiał dowodowy. - Takie są przepisy - kwituje Krawczyk.
Potem Broll miał pecha. Członkini składu sędziowskiego wyjechała do sanatorium i jeden termin mu przepadł. W postępowaniu karnym, jak mówi Krawczyk, nie można zastąpić sędziego. Trzeba powołać nowy skład i proces rusza od nowa.
A po powrocie sędzi rozpoczął się sezon urlopowy.

Chory z powodu leczenia

We wrześniu 2016 na wniosek pełnomocnika Skarbu Państwa i prokuratury sąd postanowił dopuścić dowód - opinie biegłych, czy stan zdrowia Brolla jest efektem farmakoterapii w szpitalu. Sąd nie mógł tego zrobić wcześniej, bo - jak wyjaśnia Krawczyk - wynikło to dopiero z zeznań pokrzywdzonego i świadków.
Zdaniem Wojtaszaka było w ogóle niepotrzebne. - Nigdy w swoich pismach nie podnosiłem, że podstawą roszczenia jest choroba. Podstawą pozwu był sam fakt pozbawienia wolności i warunki, w jakich przebywał przez ponad 8 lat mój klient - mówi.
Krawczyk: - Ale sąd nie ma taryfikatora, według którego można obliczyć, ile pieniędzy należy się poszkodowanemu. Nie można pomnożyć przez lata jakiejś kwoty. Trzeba ustalić ją w oparciu o coś. Chodziło przecież o ogromne pieniądze z budżetu państwa. W uzasadnieniu wyroku musimy podać motywy przyznania takiej kwoty.
Opinie mieli sporządzić biegli z Pracowni Badań Toksykologicznych Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Mieli na to miesiąc.




Gdy termin dobiegał końca, dwukrotnie (5 i 12 października) odmówili z powodu nawału innych pilnych zleceń.
Na rozprawie 3 listopada sąd postanowił zapytać kolejnych biegłych z onkologii i farmakologii. Tym razem mieli dwa miesiące. Nawet nie odpowiedzieli sądowi, czy zdążą. W końcu wydali opinię, ale z ponad miesięcznym poślizgiem.
10 lutego 2017 roku biegli orzekli, że nie wykluczają, iż Broll jest chory z powodu leczenia w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku.

Interpretacje

Broll cierpiał na białaczkę limfatyczną. Nabytą, nie genetyczną - tak twierdził jego lekarz. Zdiagnozowali mu ją już w szpitalu. Zmuszony do remontowania zrujnowanego przez złodziei domu, musiał pożyczać pieniądze na życie.
Wojtaszak informował o tym sąd, obawiając się, że jego klient może nie doczekać wyroku. Wnioskował o wydanie wyroku częściowego. Broll mógłby dostać przynajmniej odszkodowanie za łatwiejsze do ustalenia straty materialne - okradziony i zniszczony dom, utracone zarobki.
Kodeks Postępowania Karnego nie przewiduje takiej możliwości. Zdaniem adwokata można wtedy posiłkować się Kodeksem Postępowania Cywilnego, który dopuszcza wyrok częściowy.
Krawczyk: - To kwestia interpretacji przepisów, czy w tym przypadku można. Ale prokurator się z tym nie zgadzał, więc wyrok i tak byłby zaskarżony. A przed uprawomocnieniem wyroku nie można by wypłacić pieniędzy.
Broll, emerytowany inżynier, umarł w nędzy, w domu bez ogrzewania 8 marca 2017 roku. 22 marca jego sprawa zostanie umorzona. Rodzina nie odziedziczy zadośćuczynienia.